Ten, w którym opowiadam o spotkaniu autorskim

Zacznijmy od tego, że Emilia Teofila Nowak jest czarodziejką. Zadzwoniłam do niej w styczniu i powiedziałam, że chcę wydać książkę przed urodzinami. Rzuciła zaklęciem „Robimy to!”. Gdy w kwietniu dostałam film z drukarni, nie potrafiłam uwierzyć, że drukują się moje słowa. Namawiałam znajomych bliższych i dalszych do zakupu książki na jej stronie, a tu po jakimś czasie okazało się, że Emilia znów wykorzystała swoje magiczne zdolności i moja książka wylądowała w tylu księgarniach internetowych, że niemożliwe zliczyć je na palcach. Czary. Można byłoby się spodziewać, że na tym skończy, ale ona spełniła moje kolejne marzenie.

Wyczarowała spotkanie autorskie na Targach Książki w Krakowie.

Mija tydzień od tamtego dnia. Piszę te słowa, żeby pamiętać, jak się wtedy czułam. Czułam się oszołomiona. Gdybym miała wskazać swój typ osobowości, musiałabym chyba stwierdzić, że jestem ekstrawertycznym introwertykiem. Bałam się. Nie wyobrażacie sobie, jak panikowałam. Nie wiedziałam, jak się zachować, obawiałam się, że popełnię jakąś gafę, przejmowałam się, że nikt poza tymi, którzy mnie przywieźli, się nie pojawi. To nie minęło przez całą godzinę – bałam się podpisywania książek, więc jeżeli palnęłam tam jakieś głupstwo, przepraszam już teraz. Mogło się to zdarzyć. Najlepszy dowód na mój stres – przyjechałam na targi dosyć wcześnie, by jeszcze pobuszować, a nie potrafiłam patrzeć na inne książki. Stałam w korytarzu przy ściance dla ilustratorów i czekałam w nerwach na wyznaczoną godzinę.

A równocześnie czułam się jakbym wygrała na loterii. I to coś porządnego, a nie rabat na usługi kosmetyczne. Sprawiliście mi tyle szczęścia. Gdy w styczniu zaczęłam pisać książkę, nie spodziewałam się, że doprowadzi ona do spotkania autorskiego. Spotkania autorskiego, które oferować mi będzie pełen pakiet przeżyć. Uściski, rozmowy, znajome twarze, osoby, które podeszły do stoiska, żeby sięgnąć po zupełnie inny tytuł, a w kolejce zostały namówione na kupno Trzydziestu kopert. Niektórzy musieli pokonać kilkaset kilometrów, by się tam pojawić. Dostałam nawet prezent! Na dużych spotkaniach autorzy otrzymują zwykle jakieś drobne upominki od fanów, więc Kamila i Anita stwierdziły, że muszę poczuć jak to jest. Ciasto z czekoladą, piórodługopis, zakładka i co najważniejsze, list od dziewczyn. Od poniedziałku wpatruję się w tę kopertę, gdy siedzę przy moim biurku. Nie muszę nawet zaglądać do środka, by czuć się zainspirowaną. Dziękuję za tak bezcenny podarek.

Emilia Teofila Nowak jest czarodziejką, że wraz z Motylami Książkowymi zorganizowała to spotkanie, ale Wy wszyscy, którzy pojawiliście się na nim lub chcieliście się pojawić, naładowaliście moje baterie energią, a serducho olbrzymią dawką miłości. Jesteście magiczni.

Dziękuję.

Mam nadzieję, że było to pierwsze, ale nie ostatnie spotkanie. Jeśli chcecie powspominać lub zobaczyć, jak było: oto album ze zdjęciami na Facebooku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *