Posted on

To nie jest recepta na to, jak stworzyć idealną powieść w ciągu trzydziestu dni. To opowieść o spełnionym marzeniu. W Internecie znajdziecie mnóstwo poradników, które wytłumaczą, że jeżeli będziecie przez trzydzieści dni wklepywać 1667 słów każdego dnia, to uda wam się napisać powieść w ciągu miesiąca. Wiadomo, że przecież liczby są najważniejsze, a prawdziwa książka zaczyna się dopiero od dziewięciu arkuszy wydawniczych. Och, co za bzdura! Postaram się wam powiedzieć, jak napisać książkę w miesiąc, żeby była po prostu dobra. Mój debiut tak właśnie powstał.

Podróż do przeszłości

Muszę zacząć ten artykuł od bardzo osobistej opowieści, dlatego jeśli nie jesteś tym zainteresowana, przejdź od razu do następnej części. Tutaj będzie ckliwo, bo większość osób zna tylko drugi fragment tej sentymentalnej anegdoty.

Podsumowania 2018 roku sprawiły, że kolejny zaczęłam w złym miejscu. Moje serce cierpiało, moje ciało nie pozwalało mi oddychać, blokowałam sobie dostęp do szczęścia. Wydarzyło się wtedy coś paradoksalnie zupełnie nieznaczącego – dostałam od Fabryki Dygresji książkę do recenzji. „10 do 100” był to zbiór kwestionariuszy, w którym różne osoby odpowiadały na dziesięć tych samych pytań. Zrobiłam to i wtedy sobie uświadomiłam, że coś musi się zmienić. Musiałam coś zrobić, żeby nie rozsypać się na miliony drobnych kawałeczków.

Później wydarzyła się kolejna rzecz, ta, o której wielu już z was mogło słyszeć. Z okazji ferii prowadziłam się zajęcia w bibliotece – warsztaty dla marzycieli, mieliśmy przestrzeń z uczestnikami do puszczenia wodzy fantazji. Pierwsze spotkanie rozpoczęło się od wypisania na karteczkach post-it marzeń. Dzieciaki notowały przeróżne życzenia – od chęci posiadania psa, przez skok na bungee czy pobicie rekordu w Minecrafcie (dobra, tam się pewnie nie pobija rekordów, ale rozumiecie porównanie). I na koniec ktoś powiedział, żebym ja też napisała swoje. Na mojej żółtej karteczce pojawiło się zdanie, które zmieniło moje życie. „Wydać książkę przed 30-stką”.

Postanowiłam, że muszę to zrobić. Skoro znalazło się to na tablicy, skoro było to moje wielkie marzenie, musiałam w końcu przestać udawać, że piszę, a faktycznie się za to zabrać. Był jeden haczyk. Urodziny obchodzę w kwietniu, a jak już przeczytaliście we wcześniejszym akapicie, to postanowienie padło w dniu rozpoczęcia się ferii zimowych. 14 stycznia 2019 roku podjęłam decyzję, że 15 kwietnia 2019 roku będę mieć w rękach swoją powieść.

Zadzwoniłam do Emilii Teofili Nowak z wspomnianej już Fabryki i przedstawiłam swoją sprawę. Szczegółowo zaplanowała harmonogram moich prac, a także koordynowała inne osoby, które później miały zająć się książką.

Jak napisać książkę w miesiąc?

Przejdźmy do spraw technicznych. Jeżeli chcesz napisać powieść w miesiąc, musisz wiedzieć, o czym chcesz opowiedzieć. Podejrzewam, że ciężko byłoby „od zera” stworzyć w tak krótkim czasie historię osadzoną w fikcyjnym świecie ze skomplikowanym systemem polityczno-magicznym. Możesz spróbować, ale tam potrzebujesz o wiele więcej notatek, przygotowania. Chyba że nie przeszkadza ci, że po latach czytelnicy będą wyciągać absurdy i nieścisłości twojej książki. Takie powieści też istnieją i odnoszą czasami spektakularne sukcesy.

Nie mówię też o tym, że fabuła twojej historii musi być błaha i prosta. Chodzi mi o to, żebyś w momencie pisania, miała ten komfort z tyłu głowy, że nikt nie zarzuci ci mówienia nieprawdy. Osadź akcję blisko swojego serca, jeśli rozumiesz, co mam na myśli. Ach, co za kalka językowa. Dobrze, mamy więc pierwszy punkt: wiedz, o czym piszesz.

Następnie przygotuj plan. Och, słyszę ten oburzony głos niektórych, że lepiej się pisze bez planu. Jasna sprawa, ale jeżeli mamy ściśle określony termin, to łatwiej nam, kiedy wiemy, w którą stronę zmierzać. Porównajcie to do wycieczki i posiadanej mapy. Załóżmy, że chcecie zobaczyć pewien zamek. Możecie się wybrać na spacer, pójść prosto przed siebie i nie przejmować się niczym. Czy traficie na miejsce? Prawdopodobnie, ale możecie też zabłądzić. Z mapką w ręku możecie sobie lepiej wyznaczyć trasę i macie pewność, że zwiedzicie zabytek. Co nie znaczy, że nie możecie zbaczać z trasy. Ba, dzięki mapie zobaczycie, że po drodze macie jeszcze kilka innych, wyjątkowych punktów do zwiedzania.

Podobnie jest z pisaniem z planem.

No dobrze, ale jak taki plan przygotować. Za chwilę przejdziemy do arystotelesowskiego podziału na wstęp, rozwinięcie, zakończenie, ale najpierw muszę wam powiedzieć, od czego sama zaczynam. Od bohaterów. Pojawia się w mojej głowie pomysł na historię, więc naturalnie najpierw szkicuję sobie moich bohaterów. Zastanawiam się, kim są, co lubią, jakie kłody rzucić im pod nogi. Kiedy już znam moich towarzyszy pisarskiej podróży, łatwiej ułożyć mi plan.

Uwaga. Teraz zdradzę mój trick. Zaczynam od zakończenia. Tak, muszę mieć wymyśloną finałową scenę, zanim pójdę dalej. W przypadku debiutu wiedziałam, że zakończy się epickim biegiem niczym na lotnisku z wyrażeniem uczuć w tle. Gdy pracowałam nad powieścią młodzieżową, wiedziałam, że zakończy się zaręczynami i tym, co wywołają emocje związane z tak ważnym wydarzeniem. To ułatwia mi pracę. Jeżeli już zostaniemy przy tej metaforze podróży, ostatnia scena jest dla mnie jak ten zamek na mapie, do którego chcę się dostać.

Oczywiście, nie znaczy to, że jak w trakcie pisania zmienię zdanie i wybiorę wizytę w karczmie, nie pozwalam sobie na to. Tak było zresztą w przypadku Festiwalu Spadających Liści, ale to nie jest opowieść na ten wpis. Czasami się dzielę nią na spotkaniach autorskich, a wtedy trzeba mnie pocieszać, bo trzęsie mi się głos i zaczynam płakać. Nieważne, wracamy do tego, jak napisać książkę w miesiąc.

Macie już bohaterów. Wiecie, jak się wasza historia zakończy. To teraz szykujcie plan. We wstępie chcemy poznać bohaterów, odkryć, czego możemy się po nich spodziewać. Możesz od razu wrzucić ich w wir akcji, możesz na spokojnie opisać ich sytuację życiową. Postaraj się, żeby to było ciekawe. To tylko plan, ale już na tym etapie możesz sobie zapisać, jak to poukładać. A później czeka cię planowanie tego, co doprowadzi twoich bohaterów od tego wstępu do wybranego zakończenia.

Możesz zerknąć na pisarskie poradniki, by dowiedzieć się, jak skomplikować im życie według określonych struktur. Możesz po prostu podążać za swoim sercem. Wrzucaj bohaterów w różne pułapki, pozwól nam ich poznać, pozwól, żeby oni siebie poznali. Plan nie musi być szczegółowy – może, ale nie musi. Sama lubię mieć tak ok. trzydziestu punktów, które później ewentualnie mogą zostać rozdziałami, ale to też zależy od tego, jak wyjdzie praca.

Kiedy wiesz już, o czym chcesz pisać, musisz przejść do tej najbardziej znienawidzonej przez niektórych pisarzy czynności – pisania. Och, ileż się unarzekają. Przygotuj się na to, że każdą wolną chwilę musisz poświęcić na działanie, jeżeli chcesz napisać książkę w miesiąc. Niektórym pomaga określenie liczby słów czy znaków ze spacjami, które chcą „wyklikać” i późniejsze skreślanie z tabelki. To jest też dobra metoda, bo pozwala na przyjrzenie się temu, ile jeszcze mamy czasu na zrealizowanie tego, co sobie określiliśmy. Jak pisać, kiedy w domu pełno osób? U mnie pomaga wstawanie o świcie, kiedy współlokatorzy jeszcze śpią. Moje koleżanki zostają po nocach i wtedy tworzą. Znajdź swój sposób i czas dla siebie.

Z planem i motywacją jesteś w stanie napisać książkę w miesiąc. Jesteś na to gotowa? Działaj. To trudne, bolesne i czasami kosztowne hobby w moim przypadku, ale nie zamieniłabym tego na nic innego.

Co zrobiłabym inaczej?

Po latach czasami łapię się na myśli, że niektóre rozdziały powinny być bardziej rozbudowane, a wątki lepiej wyjaśnione. Pierwszy żal pojawił się już podczas czytania wydrukowanej książki – przegapiłam tak istotną literówkę, że ten błąd śni mi się po nocach.

Czy to znaczy, że zrobiłabym coś inaczej? Nie. Prawdopodobnie, gdybym wtedy nie wydała książki, ciężko byłoby mi znaleźć determinację do tego, żeby spełnić to marzenie. Od tamtej pory wydałam dwie powieści, opowiadania, a kolejne tytuły są w procesie wydawniczym i jeden z nich ujrzy światło dzienne być może jeszcze w tym roku.

Czy debiut napisany „na szybko” jest zły?

Nie istnieje książka, która się każdemu spodoba. Zawsze znajdzie się ktoś, kto skrytykuje, choćbyście napisały wybitne arcydzieło, nagradzane przez międzynarodowe gremia. W przypadku Trzydziestu kopert też spotykałam się z negatywnymi opiniami – od tego, że jest tam „wciskane na siłę LGBT” po teksty, że główna bohaterka powinna się zająć pieleniem rabatek bądź czytaniem książki telefonicznej w ramach wyzwań.

Moja debiutancka powieść jest niewielka, ale… już kilkukrotnie przekonałam się, że zmienia czyjeś życie. Niejednokrotnie usłyszałam, że zainspirowała kogoś do zmiany. Na szczególne wspomnienie zasługuje Paulina i jej przyjaciółka Ewelina, które same zrobiły sobie listę 33 wyzwań i realizują je wzorem Hani z mojej książki. Miałam zaszczyt wpisać im pozdrowienia do specjalnych albumów, w których dokumentują swoje przygody. Mała książka, ale ma w sobie wielką moc.

Nie unikniesz błędów. Sama teraz widzę, że w tym artykule raz piszę do „was”, a raz do „ciebie”. Powinnam to zmienić podczas redakcji, ale potraktujmy to jako kolejną lekcję. Wyłapałaś tę nieścisłość? Przyznaj sobie punkcik za uważność.

Na szczęście dobry redaktor zwróci wam na to uwagę, zanim książka pójdzie do druku. Ale o tym, już następnym razem.

Twórzcie. Róbcie to, co kochacie.

Pięknego dnia!

podpis Ewa

PS Możecie sobie zamówić moje książki na stronie Wydawnictwa Ciepełkowego. Specjalnie dla was przygotowany został kod rabatowy: miesiąc.

https://wydawnictwociepelkowe.pl/produkt/pakiet-trzech-powiesci

Dzięki niemu możecie zamówić trzy książki za 99, 99 zł. Jeżeli macie ochotę na ciepłe historie o przyjaźni i miłości, to koniecznie sprawdźcie moje książki.

Dziękuję!

jak napisać książkę w miesiąc

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *