Ten, w którym moja następna książka musi być dla dzieci

W kwietniu dostałam upominek urodzinowy od koleżanek z pracy. Notesik z poleceniem, by już planować kolejną książkę. Uwielbiam artykuły papiernicze, więc wybór trafiony. Ucieszyłam się, ale stwierdziłam, że taki format nie pasuje do tego, w którym zazwyczaj tworzę. Jeszcze tego samego wieczora otworzyłam go na jednej z ostatnich stron i dumnie napisałam moim ulubionym długopisem krótką listę nazwaną „pisarskie cele” z zamiarem jej dalszego uzupełniania. Odłożyłam go na półkę i… zapomniałam o jego istnieniu na kilka miesięcy.

Sierpień miał być czasem, który poświęcę na pisanie. Zajęłam się innymi sprawami, ale odkryłam istnienie wspomnianego notesika. Pierwszy punkt na liście dumnie brzmi:

Napisać książkę dla dzieci

Dlaczego jest to moje wielkie marzenie?
Codziennie spędzam czas z niedorosłymi i fascynuje mnie ich wyobraźnia. Uwielbiam ich pomysły, ciekawość świata i punkt widzenia.

Smuci mnie, gdy czasami muszę stać w opozycji do ich opiekunów, którzy zdają się widzieć tylko wady, a nie widzą nawet dziecka. Nie słyszą, co mówi, nie zwracają uwagi na jego pytania. Odnoszą się do niego jak do wersji demo, istoty, która jeszcze nie dojrzała, więc nie warto się przejmować jej zdaniem. Prawdopodobnie nic nie irytuje mnie bardziej niż brak szacunku do dziecka tylko z powodu tego, że jest dzieckiem.

Owszem, dzieciaki mają czasami pstro w głowie, zachowują się złośliwie, mają napady niegrzeczności. To nie jest powód, żeby traktować ich jako wydanie próbne, które możemy ignorować.

Idealistycznie chciałabym uchronić dzieci przed całym złem i dodać skrzydeł, by mogli zmieniać rzeczywistość na lepszą. Wierzę, że książka pełna magiczności przywodząca na myśl jeden z moich ukochanych filmów Goonies pozwoliłaby mi na realizację tej wizji. Mam już idealny pierwszy akapit, ale wciąż brakuje mi tego czegoś, co sprawi, że usiądę w gabinecie i słowa same popłyną. Zdecydowanie trudniej jest napisać coś, co zaciekawi młodego odbiorcę. Koniec sierpnia muszę poświęcić na odnalezienie tego brakującego elementu.

Jestem to winna dwóm dziewczynkom o imieniu Ewa. Pierwsza to moja bratanica, której zwyczajnie złożyłam taką obietnicę. Druga to ta, która dwadzieścia kilka lat temu pisała opowiadania jeszcze nie wiedząc jak wielką staną się one przygodą. Chciałabym, żeby obie były ze mnie dumne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *